
Dzisiejszym gościem cyklicznej rubryki
''Mieszkają obok nas'' jest jedna z najbardziej charakterystycznych postaci
naszego osiedla. Architekt, urbanista, kiedyś lekkoatleta, osoba o głębokiej kulturze
i wiedzy, miłujący muzykę, poezję i sztukę. Jego wszechstronność znana jest nam
wszystkim. Prawdziwy człowiek renesansu. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt,
że poświęcił się niemalże bez reszty odbudowie pomnika epoki, która tak mu jest
bliska, pomnika, który staje się wizytówką Czarnego. Po tych paru słowach nikt
na pewno nie ma wątpliwości, o kim mowa. Dwór Czarne i Jacek Jakubiec stały się
dla wielu mieszkańców Jeleniej Góry wręcz synonimami.
RED. - Jak wszystkie wcześniejsze rozmowy zawsze na wstępie
proszę o krótkie przedstawienie się...
JACEK
JAKUBIEC
- Jestem rocznikiem wojennym. Urodziłem się w 1943 roku w Krościenku nad
Dunajcem. Zaraz po wojnie, w 1946 roku przyjechałem z rodziną do Wrocławia.
Tutaj ukończyłem wydział architektury na Politechnice Wrocławskiej. Po studiach
przez dwa lata pracowałem jako asystent na tej uczelni. Moja przygoda z
uczelnią może potrwałaby dłużej, ale pojawił się w moim życiu dość ważny
epizod, jakim były wydarzenia marca 1968 roku. Kosztowało mnie to dwa miesiące
więzienia i rozstanie z uczelnią. W 1971 roku otrzymałem ofertę objęcia
Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Jeleniej Górze. Było to spore wyzwanie, bo
trzeba ją było organizować od podstaw. Mając pewne doświadczenie podobnej pracy
we Wrocławiu podjąłem się tego, tym bardziej, iż dodatkowymi bodźcami, nie bez
znaczenia w ówczesnej rzeczywistości, były wiążący się z tym przydział
mieszkania i narzeczona, która była jeleniogórzanką. W 1974 roku wyjechałem na
roczne stypendium do Hannoveru. Po powrocie kontynuowałem pracę jako główny
projektant planu miasta Jeleniej Góry.
Red. - Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z dworem ''Czarne''?
J.J. - Historia
zawsze mnie urzekała. Moja pierwsza praca na Politechnice Wr. to była
asystentura w Katedrze Historii Architektury Polskiej. Pracę dyplomową pisałem
o pałacu w Janowcu nad Wisłą. Z dworem ''Czarne'' zetknąłem się w 1974 roku. Do
Jeleniej Góry przyjechał wówczas jeden z moich profesorów wrocławskich, który
wyraził chęć obejrzenia dworu. Gdy go zobaczyliśmy była to ruina.
Red. - Czy już wtedy postanowiłeś ratować tę
budowlę?
J.J. - Takich
obiektów w okolicy było więcej. Po powrocie z Hannoveru przyjrzałem się im
uważniej, ale sprawa wyglądała na trudną. Te obiekty miały swoich właścicieli,
przeważnie nie mających pojęcia o właściwym użytkowaniu i konserwacji zabytków,
stąd też ich stan był więcej niż opłakany. Dwór Czarne nie był wyjątkiem. Myśl
o ratowaniu go zawładnęła mną w 1979 roku. PGR wtedy jeszcze działał i to
zupełnie nieźle. A pośrodku gospodarstwa niszczejący zabytek, mający rejestrowy
numer 1139, ale będący w stanie - w świetle ustawy o ochronie zabytków -
bulwesującym Coś trzeba było z tym zrobić. Dyrektorzy PGR mówili, wprost że
jeśli nie znajdzie się ktoś, kto przejmie obiekt, dwór należy rozebrać, bo
stanowi zagrożenie dla otoczenia... I tak to się zaczęło.
Red. - Czy można już mówić o sukcesie?
J.J. - Sukcesem
jest już to, że dwór stoi. Kosztowało to mnóstwo pracy i wysiłku. Lata 1983-87
to okres ratowania dworu przed zupełnym zniszczeniem. Wszyscy, którzy pamiętają
ten obiekt sprzed dwudziestu lat, wiedzą, o czym mówię. Obecnie trwa już drugi
etap, jakim jest przywracanie dawnej świetności obiektu. To jednak etap
długotrwały, wymagający wiele cierpliwości, bo tak przy odtwarzaniu elementów
dawnych jak i przy projektowaniu nowych, obowiązują nas reguły sztuki
konserwatorskiej. Dwór jest już w takim stanie, że rozmowy na temat jego
ostatecznych funkcji i wyglądu wchodzą w fazę decydującą. Zresztą rozmowy takie
prowadzone były od dawna. Jedni optowali za funkcją oświatową, inni za
kulturalną. W efekcie obie te opcje będą połączone, a przy tym dwór ma być też
atrakcją dla turystów.
Red. - Pracujesz tutaj już ponad ćwierć wieku, nic bez twojej
wiedzy nie może się wydarzyć, jesteś obecny i przy pracach archeologicznych, i
przy każdym niemalże położeniu cegły czy wbiciu gwoździa. Czy jest coś, co
jeszcze cię intryguje, spodziewasz się jakiegoś szczególnego odkrycia, jakiejś
jeszcze jednej zagadki czy tajemnicy? Czy może cię coś zaskoczyć?
J.J. - Intryguje
mnie legenda o dworze ''Czarne''. Cofa ona nas do średniowiecza, do czasu bitwy
pod Legnicą, czyli do roku 1241. Okazuje się, że rzeczywiście w murach to
średniowiecze jest widoczne! Potwierdzają to też znaleziska archeologiczne. Nie
ma odpowiedzi na pytanie, do kogo to wcześniej należało, co tu dokładnie było.
Rysuje się kształt surowej budowli kamiennej z wyraźnymi cechami obronnymi. To
są rzeczy do wyjaśnienia. Na razie wiemy o dziewięciu fazach budowy i
przebudowy dworu. Ten kształt dworu, który staramy się odtworzyć odpowiada
renesansowej, szesnastowiecznej fazie budowy, czyli inwestycji Kaspra
Schaffgotscha. Tajemnicą są wcześniejsze dzieje dworu. Mówiło się o jakichś
podziemnych przejściach, które miałyby prowadzić aż do zamku Paulinum, ale
okazało się to nieprawdą. Przeprowadzone badania z odwiertami niczego takiego
nie potwierdziły a wręcz wykluczyły taką możliwość. Oczywiście nie oznacza to,
że nagle nie możemy zostać zaskoczeni
jakimś sensacyjnym odkryciem, co przecież często zdarza się w tak wiekowych
obiektach.
Red.
- Jakie korzyści nam, mieszkańcom Czarnego
przyniesie renowacja Czarnego?
J.J. - Dwór stanie się w mieście nową placówką kultury. Mam
wiele zgłoszeń osób, które chętnie tu wystąpią. Będzie sala, w której odbywać
się będą koncerty muzyczne, spektakle poetyckie, widowiska kabaretowe.
Sporadycznie takie wydarzenia już się tu odbywały, ale po oddaniu obiektu
nabiorą systematyczności. Na otwarcie czeka biblioteka. Regały, książki już są,
brak bodaj kawałka etatu, bo za zbiory musi ktoś odpowiadać. Dwór Czarne to nie
tylko budynek, to także teren wokół niego, który stanie się małym parkiem,
miejscem spacerowym i rekreacyjnym dla mieszkańców osiedla. Wiele zależeć
będzie od tych, którym odpowiada idea osiedlowego, społecznego domu kultury, w
którym byłoby miejsce dla wszystkich grup wiekowych, dla organizacji i
stowarzyszeń, działających na Czarnym, ale i dla osób bez szyldu, mających
jednak pewną inwencję i chęć zrobienia czegoś dla siebie i innych. No i jeszcze
jedno - gdy już remont całego zespołu dobiegnie końca - co najmniej kilkanaście
osób znajdzie tutaj zajęcie.
Z opiekunem Dworu Czarne rozmawiał Ryszard Sos