Materiały
Katolickiego Biuletynu Czarnego
Z
CYKLU: Mieszkają obok nas
Naszego dzisiejszego gościa
nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać - Darek
Bak. Spotykamy go co niedzielę na mszy św., podczas czytań i gry na gitarze z
Iskierkami i z Markiem.
Redakcja:
Proszę,
abyś na wstępie powiedział, jak to się stało, że trafiłeś do naszej parafii i
jesteś z nami.
Darek: Trafiłem tu pierwszy raz
przypadkowo, kiedy ksiądz Jerzy (wówczas wikary w kościele św. Krzyża) został
zaproszony na prymicje księdza Ignacego, a potem już na dobre, gdy został ksiądz
Jerzy proboszczem tej parafii. Ponieważ od dawna jako harcerz przyjaźniłem się
z nim, a on opiekował się harcerzami, więc w naturalny sposób trafiłem tutaj.
To były lata 86 87, takie początki. Umiałem grać na gitarze, chciałem
wzbogacić liturgię mszy św., więc trochę się zaangażowałem. Pomagał mi też
Marek Niewiadomski, z którym razem graliśmy. Teraz
gram trochę mniej. W każdym razie przez harcerstwo dotarłem do tej parafii.
R:
A teraz
może powiesz coś o swojej pracy. Czy pracujesz tylko jako nauczyciel religii,
czy masz jeszcze inne źródła dochodu?
Darek: Obecnie pracuję tylko
jako katecheta w Zespole Szkół Technicznych Mechanik w Jeleniej Górze. Teraz
będzie już piąty rok. Mogę się pochwalić, że jestem już nauczycielem
mianowanym. W lipcu zdałem egzamin. Tak więc
osiągnąłem jakiś szczebel awansu zawodowego. Co będzie dalej, przyszłość pokaże.
R: A jak wygląda Twoja
działalność w Towarzystwie Brata Alberta?
Darek: Na razie jeszcze jest
niewielka. Kiedy dowiedzieliśmy się z żoną, że w parafii p. w.
św. Erazma i Pankracego będzie tworzony
oddział Towarzystwa, postanowiliśmy się tam zaangażować. Jestem na razie
członkiem wspierającym, biorę udział drobniejszych pracach, np. w kwestowaniu,
jestem także przewodniczącym sądu koleżeńskiego, ale w tym gremium na razie nie
mam nic do roboty. Ostatnio w lipcu przewoziliśmy ze Staniszowa
do schroniska łóżka i szafki dla mężczyzn, którzy będą tam mieszkali. Również
formą wsparcia jest modlitwa, którą ofiarujemy za członków Towarzystwa i
mieszkańców schroniska.
R: Słyszałem, że macie już
lokal na ulicy Anieli Krzywoń.
Darek: Tak jest to budynek
byłego przedszkola zostało ono zamknięte. Teraz trwają tam prace porządkowe,
które pozwolą na wstępna adaptację dla przyszłych lokatorów.
R: Ile tam będzie miejsc?
Darek: Z tego, co wiem w na
pewno granicach 50 70.
R: Czy znajdzie się tylu
chętnych?
Darek: Myślę, że znajdzie się sporo.
Więcej na ten temat wie Zarząd.
R: Czy jest to schronisko
tylko dla mężczyzn?
Darek: Tak. na
razie dla mężczyzn. Może, gdy będzie więcej możliwości, środków i tego Ducha
Bożego, powstanie też i dla kobiet. Zresztą Zarząd zastanawia się czy nie
należałoby zacząć od samotnych matek.
R: Co powinien zrobić normalny człowiek z ulicy, gdy
spotka bezdomnego. Wiadomo, że proszą oni o pieniądze, możemy spodziewać się,
że wydadzą oni je niewłaściwie.
Darek: Nie mam dużego
doświadczenia w tych sprawach. Pamiętam, że kiedyś poprosili mnie o pieniądze
na jedzenie dwaj chłopcy nie bezdomni. W pierwszym momencie odruchowo
powiedziałem, że nie mam pieniędzy, spodziewając się, że wydadzą je oni na
alkohol lub inne używki. Po chwili pomyśleliśmy z żoną, że można by im coś
kupić do jedzenia w sklepie stojącym obok. Zawołaliśmy ich i kupiliśmy im coś.
Ostatnio zaś spotkałem pana, który był bezdomny, znany wielu osobom. Miałem
możliwość dania mu jedzenia, akurat miałem ze sobą zakupy żywnościowe i nie
chciałem mu dawać pieniędzy. Dałem mu to, co miałem przy sobie. Moim zdaniem
właśnie lepiej jest pomóc tym ludziom rzeczowo, nie pieniędzmi. Natomiast odesłać
takiego człowieka w ogóle bez pomocy jest też ciężko. Trudno potem jest mieć
wyrzuty sumienia, że nie zrobiło się wszystkiego, aby mu pomóc.
R:
Pełnisz
funkcję szafarza nadzwyczajnego. Co czuje się, kiedy udziela się ludziom
Komunii św. tak jak kapłan?
Darek: Jest to bardzo poważna
funkcja. Muszę cały czas mieć świadomość że jestem
dalej zwykłym, wierzącym człowiekiem, a nie kimś najważniejszym. Jest to
posługa związana z pomocą dla parafian i proboszcza. Czy to będzie chodzenie do
chorych, czy pomoc księdzu na mszy św. gdy jest np. bardzo dużo wiernych, mam
świadomość, że muszę być do tego przygotowany. Przed
udzieleniem komunii św. nie mogę tak po prostu wpaść prosto z ulicy do
kościoła, nie zastanowiwszy się, co będę robił za chwilę i będę to traktował
jak podawanie gazet. Muszę mieś świadomość, że jest to naprawdę sakrament,
Chrystus. Należy za każdym razem być w stanie łaski uświęcającej, aby godnie
rozdawać komunię św.
R:
Jak Ci się
pracuje z młodzieżą? Czy jest ona gorsza niż w dawnych
Darek: Ogólnie nie narzekam.
Gdy dowiedziałem się, że będę pracował w Mechaniku, powierzyłem swoje życie i
swoje losy Bogu, po prostu zaufałem i na razie cieszę się dobrym zdrowiem. Nie
jest na pewno lekko. Wymaga to jakiejś umiejętności nawiązania kontaktu, raz lepiej,
raz gorzej. To zależy od młodzieży.
R:
Czy
dyskutujecie na lekcjach?
Darek: Bywa różnie. Czasem faktycznie
młodzież chce podyskutować na poważne tematy, a czasem jest to zwykła próba sił
rzucanie pewnych argumentów i obserwacja, co też powie pan katecheta, może
się zawstydzi, albo uda się go wyprowadzić z równowagi. Myślę
że z czasem można nauczyć się nawiązywać kontakt z młodzieżą, bo
niezależnie czy mamy do czynienia z człowiekiem młodym czy starszym, ta
umiejętność jest potrzebna. Nie jest to łatwe, ale możliwe do osiągnięcia.
R:
Jak
czujecie się z małżonką w roli rodziców?
Darek:
Bardzo
dobrze, choć przez pierwsze trzy dni, to musiałem brać coś na uspokojenie, bo
bałem się, że złapię dziecko za mocno albo ścisnę. Te pierwsze dni były stresujące,
ale po kilku miesiącach okrzepliśmy, że traktujemy to jako coś naturalnego i
myślę, że będziemy ten obowiązek z pomocą Bożą wykonywać przynajmniej dobrze.
R:
Na koniec co możesz dodać od siebie:
Darek:
Bardzo
dużo pomogło mi w moich sprawach religijnych i zawodowych wychowanie w duchu
harcerskim i chciałem zachęcić do tego wszystkich młodszych od siebie. Nie
zawsze młodzi ludzie chcą być harcerzami, ale staramy się te ideały im
zaszczepić.
Z Darkiem Bakiem rozmawiał
Mirosław Ludorowski